Z wielką uwagą przeczytałem artykuł
autorstwa Pani Redaktor Joanny Solskiej pod tytułem "Oszuści czasem" zamieszczony w (34) numerze polityki. Choć artykuł poświęcony jest zmianom podejścia Polaków do obowiązku spłaty swoich zobowiązań i patologiom z tym związanym, w mojej ocenie szczególnie cenne są uwagi Pani Redaktor zamieszczone w części artykułu "Druga strona medalu" wskazujące wprost na oszustwa przedsiębiorstw finansowych, w tym banków czy towarzystw ubezpieczeniowych.W pełni zgadzam się z konstatacją Pani Redaktor, co do kiepskiej formy moralności w/w firm, a w mojej ocenie jednym z jej znamiennych przykładów jest sposób dochodzenia roszczeń przez firmy pożyczkowe polegający na składaniu zawiadomień o popełnieniu przestępstwa wyłudzenia przeciwko dłużnikom (jak sama Pani Redaktor wskazuje jedna z firm złożyła zawiadomienia ponad 10 tys. razy). W/w liczba wskazuje nie na nieuczciwość kredytobiorców (pożyczkobiorców), ale na wysoce niemoralny sposób dochodzenia roszczeń przez w/w firmę. Taki sposób działania ma bowiem przede wszystkim na celu zastraszanie dłużników tak, aby w obawie przed odpowiedzialnością karną spłacili długi (często nieistniejące lub w znacznie zawyżonej kwocie). O niemoralności tej metody świadczy również fakt wykorzystywania instytucji Państwa (organów ścigania) z uwagi na tzw. bezkosztowy sposób windykacji długów. Składając zawiadomienie wierzyciel nie jest zobligowany do opłacenia pozwu (z reguły 5% wysokości dochodzonej kwoty), czy poniesienia innych opłat koniecznych do zainicjowania sprawy o zapłatę przed właściwym sądem cywilnym.Innymi słowy firma pożyczkowa wie, że o żadnym przestępstwie nie ma tu mowy jednakże dla własnego interesu (bezkosztowo dla siebie) angażuje instytucje państwa (opłacane z budżetu) w celu zastraszenia dłużników i skutecznej windykacji często rzekomego długu.
Mam nadzieję, że taka praktyka spotka się ze sprzeciwem samych zainteresowanych, jak i zdecydowaną reakcją organów Państwa.